Niskolevelowi wojownicy też byli rzadkością

Z imienia nie wymieniono w sumie żadnego. Właściwie u Tolkiena byli sami królowie, książęta, panicze, wysoko urodzeni i Sam Gamgee.
A po zastanowieniu nie zgadzam się z Tytkiem (i Necrem zarazem). Może i magów z fireballem nie było, ale w Silmarilu występuje parę postaci (oczywiście wysoko urodzonych), które posiadały niewielkie moce magiczne - Tinuviel usypiała, Huan mówił, etc. Nawet potwory potrafiły czarować - ot Glaurung hipnotyzował i czyścił pamięć. To nie są lowlevelowe skille oczywiście. Myślę jednak, że lowlevelowi magowie pojawiali się w opisach typu "i położył setkę orków, zanim dał się schwytać". Tak samo jak lowlevelowi wojownicy.
Myślę, że problemem jest nie brak czarodziejów, a brak opisów ich działań - z jednej strony czarowali tylko w razie konieczności, a z drugiej nigdy nie byli głównym bohaterem. Jeden Gandalf, który był jako tako jedną z głównych postaci, miał denerwujący zwyczaj znikania na pół książki, tak w WP jak i w Hobbicie.
Szczerze mówiąc męczą już mnie dyskusje o rzekomym braku magii u Tolkiena. Przykłady można mnożyć, ba, wyjdzie jeszcze, że tych magów jest - ilościowo - więcej, niż w książkach hard fantasy, a i tak co jakiś czas powraca ten sam jakże silny argument - u Tolkiena magów nie ma.